• Wpisów: 328
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: wczoraj, 10:35
  • Licznik odwiedzin: 16 394 / 1052 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
piglatin
 
Na demo w Krk pojawiło się 15 tysięcy ludzi. W telewizorze mówili głównie o jedenastu gimnazjalistach, którzy coś tam rozwalili przy okazji demówki wrocławskiej (?). W sumie to nie chce mi się wiele pisać na temat tej całej afery, bo wszystko jest jasne i wszyscy (przytomni) są zgodni. Wygląda na to, że do ratyfikacji całego tego gówna w ogóle nie dojdzie, USA się wycofują, poza PL nikt niczego nie podpisał, gdzieś w Unii (nie u nas) jeszcze słusznie boją się ludzi masowo wychodzących na ulicę, a spora część społeczeństwa obywatelskiego (na to wygląda) nie wzięła z połykiem rzewnej sraki płynącej od paru dni z ust dysydentów. I głęboko wierzę, że potężna większość tego społeczeństwa obywatelskiego jest poważnie zaniepokojona nie tylko groźbą odcięcia dostępu do darmowego porno. Aczkolwiek w razie najgorszego pierwsza kupię sobie koszulkę z napisem "Płakałam po redtube'ie".

Najładniej podsumował całą rzecz Żakowski (wklejam treść, nie linka, siewie w tym kontekście):

 Kiedy dowiedzieliście się państwo, że istnieje coś takiego jak ACTA? Niewiele ważnych decyzji przygotowywanych było w tak szczelnej dyskrecji. I to nie tylko w Polsce.
 Dwa lata temu Parlament Europejski jednomyślnie przyjął rezolucję domagającą się jawności negocjacji. I nic. Pół roku temu premier obiecał otwartą debatę w tej sprawie. I też nic.
To starcza, by trudno było potępić ataki hakerów na serwery władzy. Jestem po ich stronie. Gdy władza tak uporczywie spiskuje przeciw obywatelom, jej legitymacja staje się wątpliwa, a sprzeciw jest uprawniony. Przynajmniej w granicach, w których ten atak się mieści.

Zwłaszcza gdy nielojalność władzy wobec obywateli dotyczy sprawy poważnej. A ACTA wyrasta z tego samego groźnego procesu co kryzys. Ten proces, który genewskie Obserwatorium Finansów nazywa finansjalizacją, to postępująca zamiana relacji na transakcje. W przypadku ACTA chodzi o ugruntowanie w prawie międzynarodowym zamiany relacji twórcy i odbiorcy w transakcję dostawcy z nabywcą. Wedle logiki stosowanej w ACTA sensem twórczości przestaje być inspiracja, a staje się transakcja.

Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, wierzyciela w anonimowego posiadacza prawa do kredytu, które może w każdej chwili komukolwiek odstąpić, z adwokata czyni przedstawiciela prawnego, z dziennikarza - mediaworkera, z naukowca - dostawcę wiedzy lub innowacji itp. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji.

Wydawało się, że ta zamiana zwiększy efektywność. Kryzys pokazał, że zwiększa głównie liczbę i koszty transakcji. W większości dziedzin społeczna wartość od tego nie rośnie. A często maleje. W Ameryce, gdzie finansjalizacja zaszła najdalej, wydatki zdrowotne są najwyższe na świecie, a efekt jest dużo gorszy niż w wydających kilkakrotnie mniej krajach Europy.

Zwolennicy ACTA powołują się na prawa twórców do wynagrodzenia, bez którego twórczości podobno nie będzie, jak finansować. Ale ludzkość sporo dzieł stworzyła, nim kilkadziesiąt lat temu wymyślono "własność intelektualną". Chopin, Beethoven, Chaplin, Beatlesi, Picasso, małżeństwo Curie tworzyli przed finansjalizacją. Ludzie płacili za koncert, nuty, książki, obrazy, odkrycia. Potem mogły one krążyć, być reprodukowane i udostępniane swobodnie. Dopóki między twórcą a odbiorcą nie było korporacji, której jedynym celem jest wynik finansowy.

Obrońcy ACTA twierdzą, że sytuację zmieniło powstanie nowych technik przekazu. Ludzie za darmo słuchają muzyki w internecie, oglądają filmy, wymieniają się programami i grami. Tak jak od dawna za darmo korzystają z bibliotek. No właśnie. Z dumą oglądam karty biblioteczne moich książek, gdy są pełne wpisów o wypożyczeniu, chociaż nie mam z tego ani grosza. Tym twórca szukający kontaktu z odbiorcą różni się od szukającego wyłącznie zarobku właściciela praw intelektualnych.

Konwencja ACTA jest nie do przyjęcia nie tylko dlatego, że powstała w trybie dziwnej zmowy części rządów przeciw obywatelom. I nie dlatego, że zwiększy transfer bogactwa od biednych (od nas też) do bogatych. Chodzi o to, że twórczość zostanie mocniej poddana niszczycielskiej logice, która zdewastowała rynek kredytowy, rozdęła koszt służby zdrowia (spór o recepty i ubezpieczenia szpitali jest jednym z jej refleksów), zdegenerowała oświatę (śmieciowe wykształcenie Oburzonych wedle zasady "płacisz - masz"), hamuje rozwój wiedzy i nauki, poddając je kryterium szybkiej użyteczności.

Wiedząc wszystko, co obnażył kryzys, w dobrej wierze takiego prawa już zaakceptować nie można. I po larum podniesionym dzięki atakom na serwery władzy nie wierzę już, że rząd bez poważnej debaty i bez istotnych zastrzeżeń tę konwencję podpisze. Bo musiałby zrobić to w otwarcie złej wierze.

[wyborcza.pl/(…)ACTA_ad_acta__Co_ma_wspolnego_intern…]
 

piglatin
 
Hitler twierdzi, że wszyscy wygrali Listę Przebojów Trójki, ale ta kobieta powinna wygrać wszystkie możliwe nagrody za bezbłędny rozkurw głosem. Moja czaszka brzęczy, moje uszy klaszczą, moje jelita tańczą. Dopiero zaczęłam znajomość z tą Panią, ale już udało jej się doprowadzić mnie tyle razy, że bez bólu mogę zrezygnować z kupna designerskiego wibratora na grouponie. '21' mnie kupiło, całą, od najpierwszego przesłuchania. Bezpretensjonalne, nienachalne aranżacje, zero efekciarstwa, porządne, nieprzekombinowane teksty, w chuj pięknych, prostych melodii i wykurwiście chwytająca rytmiczność. Wokalistka znana jest Hitlerowi oraz szerszej publiczności dzięki piosence 'Set fire to the rain', którą tu sobie olejemy na rzecz trzech innych, niczym nie ustępujących kawałków z tej płyty. Aha, na żywo Adele jest jeszcze lepsza (i ładniejsza), wobec czego postanowiłam ją poślubić. Natychmiast.





 

piglatin
 
Ostatnio jeden z moich znajomych ogłosił na fasadzie ewbe: "Czekam aż kolędnicy zapukają do drzwi i zamiast kolędy zaśpiewają 'Somebody that i used to know'." Minęła mnie jakoś dobra passa tej piosenki, więc się z nią zapoznałam z opóźnieniem. Za jajniki nie chwyciła pełną grabą, raczej połechtała. Ale ładne. Piękno tkwi w prostocie, a jak się jeszcze na nią nałożą sentymenta, o które w moim przypadku ostatnio nietrudno, robi bardziej jeszcze. Dedykowane, z łuską z oka.



No, ale bez przesady. Łuska to mi grubo jebnęła tutaj, szczególnie przy 2:20 :D :

 

piglatin
 
Breakthrough jeszcze nie, ale małymi breakdownikami do celu...
A oto najciekawsze grafiki proponowane przez google po wpisaniu hasła "ojciec":
  • awatar Lady Bo$$: tylko ostatnie smieszne ;d
  • awatar piglatin: można się śmiać z dowolnie wybranych. albo wcale :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

piglatin
 
I tak jak pięć, i piętnaście minut temu, uważam, BEZET, czyli bez zmian, od przeszło trzech z okrawką lat, że to jest najlepsza piosenka wszech, wszechczasów. I zdania nie zmienię. Dedykowane tym razem wszystkim, co pojmują i kumację wykazują. Dilindżer, no <3 . Na nowy, oby był tak doskonale przemyślany i rewelacyjnie wykonany, jak ta piosenka.

 

piglatin
 
Pierwsza piosenka, jaka przyszła mi do głowy w nowym roku. Kierowałam się zasadą Liama McMurry'ego: intuicja, nie rozum, robi muzę. A co robi muzę, robi resztę. Zatem umieszczam. Bo muza robi. A swoją drogą, i tu chciałabym bardzo serdecznie pozdrowić moją ukochaną współ-lo, T.-J. (czyt. Tidżej), fakt, że akurat ta, a nie inna piosenka, podobnież jak wszystko inne - ma znaczenie (psychoanalityczne, rzecz od słońca jaśniejsza).

 

piglatin
 
Bo jak się wkurwię, zainstaluję wirusa, który przy dodawaniu komentarza wybucha komputery i głowy!
  • awatar gość: łooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

piglatin
 
Obiecałam pocacałam wrócić i zniknęłam, czyli funkcjonowanie w ramach zaburzeń afektywnych dwubiegunowych, odsłona któraś tam z kolei. Śledzimy wraz ze współlo T. przebiegi naszych manii i depresji oraz podrzucamy sobie literaturę faktu, bujdy i ukojenia starganych stanami granicznymi z psychozą nerwów. Oto wyimek z jednego z tytułów ostatnio przez nas czytanych.

-----------------------------------------------

W tym rodzaju szaleństwa występuje pewien szczególny rodzaj cierpienia, uniesienia, samotności i przerażenia. Gdy jesteś na szczycie, czujesz się cudownie. Idee i wrażenia przebiegają szybko i często jak wybuchające gwiazdy, podążasz za nimi aż do czasu, gdy znajdziesz coś lepszego i mądrzejszego. Nieśmiałość znika, nagle pojawiają się odopowiednie słowa i gesty i jesteś pewna, że potrafisz przekonywać ludzi o słuszności swoich poglądów. Znajdujesz interesujące cechy w pozornie nieciekawych ludziach. Namiętność erotyczna jest wszechogarniająca i czujesz niepohamowaną potrzebę uwodzenia i bycia uwodzoną. Poczucie łatwości wykonywania wszelkich zadań, intensywność doznań, wszechmoc, dobre samopoczucie, przekonanie o finansowej pomyślności oraz euforia przenikają cię do szpiku kości. Jednak w którymś momencie wszystko zaczyna wyglądać inaczej. Idea goni ideę zbyt szybko i jest ich zdecydowanie za dużo; poczucie jasności zastępuje przemożne zagubienie. Pamięć zanika. Poczucie humoru i zainteresowanie twarzami przyjaciół zmienia się w niepokój i obawy. Wszystko, co uprzednio zmierzało we właściwym kierunku, teraz zmierza w przeciwnym - jesteś nerwowa, zła, przestraszona, tracisz kontrolę i całkowicie pogrążasz się w najczarniejszych zakamarkach swego umysłu. Nigdy nie podejrzewałaś, że takie miejsca tam się znajdują. To nigdy się nie kończy, bo szaleństwo tworzy swoją własną rzeczywistość.
(...) Virginia Woolf o swoich wzlotach i upadkach wypowiedziała jedno zdanie: "Jak bardzo nasze uczucia uzależnione są od tego, co dzieje się z nami podczas ataków zmiennych nastrojów? Mam na myśli to, jak bardzo prawdziwe są nasze uczucia?"

[Kay Redfield Jamison, Niespokojny umysł, Poznań 2000]